Sony dodało obsługę ...

Jeśli macie jeden z nowszych ...

Android Pay w Citi ...

Jakiś czas temu Citi Handlowy ...

Ministerstwo ...

Jakiś czas temu Ministerstwo ...

Amazon dostarczy ...

Do czego może się przydać ...

KNF w końcu odniósł ...

Od kilku miesięcy w Aliorze ...

RECENZJA: ...

Na rynku mamy od jakiegoś ...

Produkty Fibaro ...

Od piątku, produkty FIBARO ...

Google może ...

Firma z Mountain View ...

RECENZJA: Pod włos ...

W świecie zdominowanym przez ...

KIR prezentuje ...

Krajowa Izba Rozliczeniowa ...

Google uruchamia ...

Podczas tegorocznego Google ...

Czy zapłaciłbyś w ...

W erze cyfrowych technologii, ...

Parrot Mambo FPV: ...

Minidron Parrot Mambo FPV ...

Konferencja & ...

Już za kilka dni konferencja ...

Plex zyskuje ...

Twórcy oprogramowania Plex ...

Będą dekodery ...

Dekodery dostarczane nam ...

Karta płatnicza ...

MPK-Łódź, Mastercard i ...

Trzy nowe modele ...

IFROGZ, producent akcesoriów ...

Nowy router dla ...

Firma AVM wprowadziła do ...

Trener osobisty na ...

Samsung wprowadza na polski ...

HP wykorzystuje ...

Firma HP ogłosiła we wrześniu ...

RECENZJA: Bezprzewodowe słuchawki Trekz Titanium od Aftershokz

Utworzono: 27 październik 2016, 15:10 Autor :  
Starałem się nie brać wcześniej za recenzje słuchawek, ponieważ to co jednemu wydaje się dobre, innym nie będzie odpowiadać. Jedni lubią słuchawki douszne, inni nauszne. Ile osób tyle preferencji. Tym razem postanowiłem się złamać, bo w moje ręce wpadły dość nietypowe słuchawki firmy Aftershokz. Słuchawki Trekz Titanium są o tyle inne od tego co znamy, że wykorzystują przewodnictwo kostne aby uraczyć nas muzyką.

R E K L A M A:
 

 

Zanim zacznę o samych słuchawkach, warto przypomnieć sobie z fizyki, czym jest dźwięk. W dużym skrócie, dźwięk to wibracje. Tak działają każde słuchawki, głośniki czy nawet nasze struny głosowe, które wprawiają w ruch powietrze, przez które w formie wibracji dźwięk dociera do naszych uszu. Tam jako wibracja jest odbierany przez bębenek słuchowy, przez kosteczki trafia do ślimaka. Ślimak wypełniony jest płynem. Ruchy tego płynu poruszają rzęski, które generują sygnały nerwowe, rozpoznawane przez nasz mózg jako dźwięk.

Ponieważ dźwięk to wibracje, to kto powiedział, że tylko powietrze może przenosić dźwięk. Ci, którzy mieszkają w blokach dobrze wiedzą, że i ściany umieją przenosić dźwięk. Szczególnie słychać to jak sąsiad dwa piętra wyżej urządza dziką imprezę. Jak już ustaliliśmy dźwięk to wibracja i praktycznie wszystko może przenieść dźwięk (no może poza próżnią).

Tyle teorii. Przypomnieliśmy już sobie jak powstaje dźwięk, to czemu więc nie dostarczyć dźwięku poprzez kości bezpośrednio do ucha wewnętrznego? Takie rozwiązanie ma swoje wady i zalety ale na pewno nie jest nowe (bo znane od prawe wieku) oraz używane od lat.

Do tej pory takie rozwiązania można było spotkać głównie w zastosowaniach wojskowych lub niszowych gadżetach (Google Glass). Teraz wkroczyły na rynek konsumencki za sprawą firmy Aftershokz i słuchawek Trekz Titanium.

Słuchawki wykonane są w formie pałąku pokrytego wysokiej jakości gumą, która w dotyku nie jest ani za bardzo gumowa, ani za bardzo plastikowa. Rdzeń pałąku wykonany jest z tytanu, dzięki czemu jest elastyczny i odporny na jakiekolwiek odkształcenia, co jest ważne w przypadku tych słuchawek, gdyż muszą przylegać do kości. Z prawego boku znajdziemy złącze ładowania (microUSB) oraz włącznik i przyciski głośności, które umożliwiają wywołanie funkcji parowania urządzenia oraz zmiany ustawień equalizera. Na prawej słuchawce, producent umieścił przycisk funkcyjny, służący do kontrolowania muzyki, odbierania połączeń czy uruchamiania asystenta głosowego w telefonie. W iOS to Siri bądź wybieranie głosowe (w przypadku Polski).

Na samym skraju słuchawek zostały umieszczone mikrofony (po jednym z każdej strony) służące do prowadzenia rozmów głosowych czy wydawania poleceń asystentowi głosowemu. Zastosowanie dwóch mikrofonów zamiast jednego zwiększa mocno jakość dźwięku, dzięki czemu nasi rozmówcy słyszą nas głośno i wyraźnie a asystent głosowy idealnie rozumie nasze polecenia.

Ponieważ słuchawki są pomyślane jako słuchawki dla ludzi aktywnych, posiadają klasę odporności IP55 co znaczy, że możemy w nich biegać, jeździć, pocić się, etc., ale nie możemy w nich pływać czy się kąpać.

Trekz Titanium działają w technologii Bluetooth w wersji 4.1 a wbudowany akumulator wystarcza na ok. 6-8 godzin muzyki w zależności od poziomu głośności.

Ciekawostką w przypadku tych słuchawek jest to, że swój status oraz wywoływane funkcje potwierdzają komunikatami głosowymi (w języku angielskim) zamiast pikaniem jak w przypadku większości bezprzewodowych słuchawek czy głośników na rynku. Kiedy bateria zbliża się do wyczerpania w słuchawkach także usłyszymy komunikat z prośbą o podłączenie do ładowania.

Parowanie z telefonem odbywa się w taki sam sposób jak w przypadku każdego innego urządzenia, jednakże w przypadku tych słuchawek, możemy je sparować z dwoma niezależnymi urządzeniami jednocześnie, dzięki wsparciu multipoint.

W zestawie poza samymi słuchawkami, otrzymujemy kabel do ładowania, specjalne gumki, które poprawiają ich stabilność jeżeli ktoś ma mniejszą głowę, wygodne zatyczki do uszu wraz z pudełkiem do ich przechowywania oraz woreczek do przechowywania samych słuchawek.

Trekz Titanium zakłada się na uszy w podobny sposób jak byśmy założyli okulary z tyłu głowy. W takim ułożeniu, głośnik słuchawek przylega do kości skroniowej – blisko chrząstki od której zaczyna się małżowina uszna. Sam dźwięk przekazywany jest poprzez kości czaszki wprost do ucha wewnętrznego.

Czy takie rozwiązanie zda egzamin - przyznam się, że przy pierwszym użyciu byłem lekko skonfudowany, z powodu „giglania” jakie te słuchawki powodują wraz z odbiorem dźwięku w sposób zupełnie inny niż dotychczas. Ponieważ dźwięk to wibracja, jak wspomniałem na początku, to uczucie towarzyszące przekazywaniu dźwięku w ten sposób na styku słuchawek ze skórą jest normalne i o ile nie jest ani nieprzyjemne ani przyjemne, to w pierwszej chwili jest lekko niepokojące. Na szczęście po chwili przestaje się na to zwracać zupełnie uwagę. Siła tego „giglania” jest zależna od poziomu głośności, jednakże nawet przy maksymalnych ustawieniach nie drażni.

Kiedy już przełamałem pierwsze wątpliwości i minął pierwszy szok, zacząłem doceniać fakt, że nic mnie nie uwiera w uszy ani nie uciska na uszy jak to jest w przypadku słuchawek dousznych czy nausznych. W tym przypadku kanały uszne mamy całkowicie wolne i nie dość, że słyszymy muzykę, to słyszymy też całe otoczenie. Coś jakbyśmy słuchali muzyki z zewnętrznych głośników z tym, że tylko my słyszymy tę muzykę.

Czas skupić się na jakości samego dźwięku. Nie da się ukryć, że słuchanie muzyki korzystając z przewodnictwa kostnego ma poza wieloma zaletami i swoje wady. Głośność musimy mieć ustawioną większą, niż w przypadku tradycyjnych słuchawek, ponieważ większa gęstość kości w porównaniu do gęstości powietrza wymaga większej mocy, aby przenieść tę samą ilość wibracji (czyli dźwięku). Jeżeli chodzi o doznania ze słuchania muzyki to są one inne. Na pewno możemy zapomnieć o niskich tonach. One są słyszalne ale bardziej jako średnie niż niskie tony. Jeżeli zaś chodzi o przekazywanie średnich i wysokich dźwięków, z nimi nie ma większego problemu. Mam wręcz wrażenie, że jakość jest lepsza niż w przypadku tradycyjnych słuchawek ze średniej półki. Wysokie nie są tak świszczące jak to się często zdarza a tony średnie są wręcz idealne. Jako, że ja osobiście bardzo lubię tony niskie i do tego mocno głębokie, to chwilę mi zajęło, zanim przyzwyczaiłem się do ich brzmienia. Po kilku dniach używania ciężko jest wrócić do tradycyjnych słuchawek, które zamykają nas na cały zewnętrzny świat.

Bywa, że jeżdżę na rowerze. Do tej pory zawsze ubolewałem, że nie mogę słuchać podczas jazdy muzyki. Oczywiście są szaleńcy, którzy słuchają muzyki na tradycyjnych słuchawkach a później się pakują pod samochód bo nie słyszeli go ani klaksonu. Słuchawki Trekz Titanium rozwiązują ten problem, bo można mieć i muzykę i słyszeć otaczający nas świat. Dlatego te słuchawki są idealne dla osób uprawiających sport na świeżym powietrzu czy jeżdżących pojazdami, nie tylko rowerami, bo znam osoby, które używają słuchawek w samochodach też. Rozmowa telefoniczna prowadzona przez te słuchawki też jest znacznie bardziej komfortowa niż w przypadku tych wycinających otoczenie, bo ja osobiście miałem problem z tym, że rozmawiając z kimś przez telefon kiedy miałem w uszach słuchawki, czułem się mocno niekomfortowo nie słysząc swojego głosu podczas rozmowy. Z produktem firmy Afterhokz nie mamy tego problemu.

Pewnie ktoś pomyślał w między czasie, że słuchawek nie da się za bardzo używać w głośnym otoczeniu, kiedy to chcemy się zamknąć na świat mimo wszystko. Wspomniałem na początku, że w zestawie dostajemy zatyczki do uszu. Właśnie w sytuacjach, kiedy chcemy się odciąć od świata możemy ich użyć. Zatyczki są bardzo dobrej jakości i są bardzo wygodne. Dostosowują się do kształtu kanałów i idealnie blokują dźwięk a przy okazji w ogóle nie są wyczuwalne. Po zastosowaniu zatyczek, ku mojemu zdziwieniu powróciły niskie tony. Znaczy one tam były, ale po zatkaniu kanałów usznych zaczęły być dopiero słyszalne i to w bardzo zadawalający sposób. Załączone zatyczki są też idealne w podróży pociągiem czy samolotem. Zapewniamy sobie odcięcie od świata a zarazem nie narażamy się na to, że po jakimś czasie zaczną nas boleć uszy od słuchawek.

Po pierwszym podejściu do Aftershokz Trekz Titanium z pewną dozą nieufności, muszę przyznać, że nawet polubiłem te słuchawki. Nie męczą tak uszu jak zwykłe. Są bardzo wygodne a przede wszystkim na duży plus jest to, że słyszymy otoczenie. Na pewno nie da się w każdej sytuacji ich użyć i ze zwykłych korzystam też cały czas. Idealnie nadają się na rower czy na miasto, kiedy od dźwięków otoczenia zależy często nasze zdrowie czy życie.

Ze względu na sposób noszenia tych słuchawek miałem lekkie obawy, czy da się równocześnie założyć okulary, ale na szczęście mimo, że oprawki wchodzą na słuchawki nie przeszkadza to zbytnio w noszeniu okularów.

Podsumowując, nie ma co wyrzucać tradycyjnych słuchawek, bo przewodnictwo kostne, mimo, że dostarcza dźwięk w inny sposób, jest wygodne i zapewnia możliwość słyszenia otoczenia, nie jest w stanie zastąpić całkowicie tradycyjnych słuchawek, chociażby ze względu na dźwięk, który nie jest gorszy, ale jest po prostu inny. Na pewno należy je traktować jako uzupełnienie posiadanych słuchawek, niż jako zastępstwo. Dla rowerzystów czy trenujących w miastach powinno być to akcesorium obowiązkowe. Na koniec warto jeszcze zaznaczyć, że ze względu na technologię i samą konstrukcję słuchawek, to, czego słuchamy, będzie w jakimś stopniu słyszalne dla osób w naszym otoczeniu.

Słuchawki są dostępne w trzech kolorach. Ciemno-szarym, zielonym i niebieskim. Można je nabyć w sieciowych elektro-marketach. Cena nie należy do najniższych bo to 549 zł, jednakże wygoda i unikalność rozwiązania są w cenie.

 

Zalety:

  • Jakość wykonania
  • Wygoda noszenia
  • Dodatkowe akcesoria
  • Słyszenie dźwięków otoczenia
  • Innowacyjność rozwiązania

Wady:

  • Brak niskich tonów bez zatyczek
  • Wysoka cena


O Nas

CyfrowyJa.pl to serwis zajmujący się tematyką głównie technologii ubieralnych tzw. Wearable. Będziemy pisać o smart zegarkach (Smartwatch), Smartband czy Activity Tracker (czyli opaskach fitness) oraz o różnego rodzaju gadżetach. U nas znajdziesz zawsze najnowsze informacje oraz recenzje i testy. Zapraszamy również do odwiedzenia naszego forum.

Polecamy...