Zunifikowana pamięć sprawia, że CPU i GPU widzą tę samą pulę pamięci RAM, dzięki czemu modele AImogą realnie korzystać z ponad 100 GB „VRAM-u”, zamiast 8–12 GB, do których przyzwyczaiły nas klasyczne karty graficzne (z grami sprawa jest bardziej skomplikowana, bo na Windowsie nadal zdecydowana większość projektowana jest pod klasyczne komputery z oddzielnym RAMem i VRAMem, więc raczej jeszcze długo gry nie będą odczuwać korzyści ze zunifikowanej pamięci).
Tym samym NVIDIA wraca do segmentu, z którego w pewnym momencie praktycznie się wycofała: wcześniejsze układy Tegra napędzały niesławne tablety z Windows RT, a wersja X1 trafiła m.in. do pierwszego Nintendo Switch i do wciąż rozwijanego Shield TV.
Dzisiejszy rynek komputerów z układami ARM wygląda jednak zupełnie inaczej: przez lata Microsoft dopracował tłumaczenie x86 na ARM (dzięki projektowi Prism), a deweloperzy dostarczyli natywne wersje wielu popularnych aplikacji, dzięki czemu w codziennej pracy biurowej i typowym zastosowaniach komputer z procesorem ARM i systemem Windows przestał kojarzyć się z aż takim kompromisem.
Nadal wyzwaniem pozostaje granie, zarówno w najnowsze produkcje (układy graficzne Qualcomma, a w szczególności sterowniki firmy są dość daleko za liderami w postaic NVIDII oraz AMD) jak i w w tytuły z kernelowymi systemami anticheat, dlatego NVIDIA wraz z Microsoftem współpracują z twórcami takich gier jak League of Legends, Valorant czy PUBG oraz z dostawcami rozwiązań pokroju Easy Anti-Cheat, BattlEye i Denuvo, by stopniowo domykać tę lukę.
Wysoka wydajność GPU Blackwell i wsparcie dla DLSS, mają sprawić, że nawet gry uruchamiane w translacji będą działały płynnie, a komputery z Windowsem na ARM zaczną realnie konkurować z konstrukcjami opartymi na x86 również w tym segmencie. Jednocześnie zastosowanie tego samego krzemowego rdzenia, który napędza drogie stacje robocze DGX Spark, sugeruje, że najmocniejsze laptopy i mini-PC z RTX Spark będą urządzeniami klasy premium, w których priorytetem jest wydajność i możliwości AI, a nie cena końcowa.
Architektura CPU w RTX Spark jest ciekawą odpowiedzią na układy konkurencji: Grace w najlepszej wersji łączy 10 wydajnych rdzeni Cortex-X925 i 10 średnich Cortex-A725 zaś w biedniejszej 8 rdzeni Cortex-X925 oraz 4 Cortex-A725, rezygnując z małych, energooszczędnych rdzeni Cortex-A520, co przywodzi na myśl konfigurację Apple M5 Pro/Max, gdzie również stawia się na miks „super” rdzeni i średnich jednostek bez klasycznych „efficiency cores”.
Taka budowa ma sens w laptopach i stacjach roboczych, które przez większość czasu albo są obciążone w sposób ciągły (kompilacje, trenowanie modeli, rendering), albo służą jako narzędzie pracy, gdzie responsywność i krótkie czasy reakcji są ważniejsze niż oszczędność kilku watów przy lekkim obciążeniu.
Po stronie GPU pełna konfiguracja Sparka odpowiada mniej więcej desktopowemu RTX 5070, a niższe odmiany – oznaczane jako N1X z 5120 rdzeniami (coś pomiędzy GeForce 5070 i 5060 Ti) lub mniejsze N1 z 2560 rdzeniami (odpowiednik GeForce RTX 5050) celują w bardziej energooszczędne laptopy, z mniejszą liczbą rdzeni CPU/GPU i wsparciem maksymalnie 64 GB pamięci przy limicie 45 W.
Taka segmentacja pozwala producentom laptopów oferować zarówno masywne mobilne stacje robocze, jak i smukłe ultrabooki, w obu przypadkach korzystające z tych samych narzędzi programistycznych i tej samej platformy sterowników NVIDII.
W efekcie RTX Spark staje się nie tyle pojedynczym procesorem, co całą rodziną SoC, która ma być fundamentem dla kolejnej fali laptopów z Windowsem na ARM.
Komputery z RTX Spark pod maską od między innymi ASUSa, Della, HP, Lenovo, Microsoftu, MSI, Acera czy Gigabyte’a mają pojawić się w sklepach tej jesieni, ale nie podano choćby przybliżonych pułapów cenowych.
Źródło: Ars Technica


