Nowa wersja aplikacji, oznaczona jako 4.8, dodaje obsługę tzw. smart buttonów w scenariuszach automatyzacji, dzięki czemu zwykłe naciśnięcie przycisku może uruchomić dowolny zestaw akcji w naszym domu – od włączania świateł, przez sterowanie sprzętem RTV, po bardziej złożone sekwencje działań. To istotna zmiana, bo choć przyciski oparte na standardzie Matter zyskały na popularności w ostatnich latach, dotąd w ekosystemie Google Home nie dało się ich realnie wykorzystać do tworzenia własnych automatyzacji, co mocno odstawało od konkurencyjnych platform.
Serwis 9To5Google zwraca uwagę, że fizyczne przyciski są szczególnie ważne dla osób, które nie mogą lub nie chcą inwestować w stałe, podtynkowe przełączniki smart, na przykład dla najemców mieszkań. Zastosowanie prostych, tanich przycisków – jak testowane przez redakcję modele IKEA BILRESA – pozwala „przywrócić” wygodę klasycznych włączników światła, ale z zachowaniem wszystkich zalet inteligentnego systemu, czyli zdalnego sterowania, scen i automatyzacji. Przycisk można przykleić dokładnie tam, gdzie normalnie sięgamy dłonią po włącznik, co rozwiązuje typowy problem inteligentnych żarówek, które przestają działać smart, jeśli ktoś przypadkowo wyłączy fizyczny kontakt ścienny. Redakcja zaznacza jednak, że w chwili pisania artykułu konfiguracja z IKEA BILRESA nie działała jeszcze poprawnie, więc wdrażanie obsługi przycisków wygląda na proces etapowy i nie jest od razu bezbłędne we wszystkich kombinacjach sprzętu.
Wsparcie dla smart buttonów to tylko część większego pakietu nowości w edytorze automatyzacji Google Home. Google wprowadza nowe „startery” i warunki, które pozwalają powiązać działania z konkretnymi parametrami środowiskowymi, stanem urządzeń czy poziomem baterii. Jedną z bardziej praktycznych nowości jest możliwość wyzwalania automatyzacji na podstawie poziomu wilgotności powietrza – przykładowo, gdy wilgotność przekroczy 60%, system może automatycznie włączyć osuszacz, wentylator w łazience lub uruchomić scenę przewietrzania. Podobnie działają nowe reguły powiązane z robotami sprzątającymi: moment zadokowania odkurzacza może stać się sygnałem do rozpoczęcia innej akcji, na przykład przyciemnienia świateł, zmiany trybu pracy urządzeń lub wysłania powiadomienia, że sprzątanie zostało zakończone. Istotne jest także wykorzystanie stanu ładowania i poziomu baterii jako warunku – automatyzacje mogą reagować zarówno na rozpoczęcie ładowania, jak i na niski poziom energii.
Dużą rolę odgrywają również tzw. stany binarne urządzeń, które Google wprowadza jako nowe kryterium w automatyzacjach. Chodzi o proste, ale niezwykle praktyczne informacje typu „otwarte/zamknięte”, „wykryto wyciek/brak wycieku”, „jest kontakt/brak kontaktu”, „zamarzanie/brak zamarzania”. Dzięki temu czujnik zalania może automatycznie włączyć oświetlenie i wysłać alarm, gdy wykryje wodę, a kontaktron na oknie – powiązać otwarcie skrzydła z wyłączeniem ogrzewania lub klimatyzacji.
Rozszerzono też możliwości sterowania oświetleniem w ramach automatyzacji. Google Home pozwala teraz precyzyjnie określić kolor lub temperaturę barwową światła jako efekt danego scenariusza. Użytkownik może więc stworzyć automatyzację, która po zachodzie słońca ustawi lampy w salonie na ciepłą biel, a rano przełączy je na chłodniejszą, pobudzającą barwę, albo powiązać określony kolor z konkretnym zdarzeniem, jak przycisk przy drzwiach, który jednym kliknięciem zmienia oświetlenie salonu na niebieskie. Daje to większą swobodę budowania nastroju i ergonomii oświetlenia bez konieczności ręcznego sterowania aplikacją przy każdej zmianie pory dnia.
W aktualizacji znalazła się także ważna poprawka dla użytkowników kamer Nest, którzy od dłuższego czasu borykali się z błędem „video not available”. Google mówi tu o „fundamentalnym” lub „fundacyjnym” rozwiązaniu problemu, co sugeruje zmiany w samych podstawach działania usługi strumieniowania, a nie tylko doraźne obejście jednego z symptomów. Jeżeli deklaracja się potwierdzi, właściciele kamer powinni zauważyć wyraźnie większą niezawodność podglądu wideo w aplikacji Google Home.


