
Chociaż szczegóły dotyczące podzespołów pozostają nieznane, Google ujawniło pewne informacje na temat designu nowych laptopów. Najbardziej charakterystycznym elementem wizualnym ma być tak zwany glowbar - świecący pasek, który według Google ma być przydatny, a nie tylko ładnie wyglądać.
Sztuczna inteligencja Gemini stanowi fundament projektu Googlebooków. Ta sama technologia Gemini Intelligence, która trafia do urządzeń z Androidem, została głęboko zintegrowana z laptopami, aby dostarczać spersonalizowaną i proaktywną pomoc w codziennych zadaniach.

Jedną z ciekawszych funkcji jest Magic Pointer, czyli w uproszczeniu “myszkowa” wersja Circle to Search z Androida. System wyświetli kontekstowe opcje interakcji z zaznaczoną przez nas treścią. Można na przykład zaznaczyć zdjęcie salonu i lampy, które chce się kupić, a system zaproponuje ich wizualizację razem. Funkcja pozwala również zaznaczać elementy, aby zadać pytanie Gemini, porównywać przedmioty na zdjęciach czy wskazać datę w emailu, aby od razu umówić spotkanie.
Ponieważ Googlebooks oparte są na Androidzie, Google szczególną uwagę poświęcił integracji z aplikacjami mobilnymi. Laptopy otrzymają funkcję Cast My Apps, działającą podobnie do znanego z iPhone’ów i macOS czy samego Androida i Windows 11 (dzięki aplikacji Link to Windows na smartfonach niektórych producentów) mirroringu ekranu.

Kolejnym obszarem integracji jest dostęp do plików. Użytkownicy będą mogli bezproblemowo przeglądać i wchodzić w interakcje z plikami znajdującymi się na ich telefonach bezpośrednio z przeglądarki plików Googlebooka. Funkcja obsługuje dodawanie, wyszukiwanie i pobieranie plików między urządzeniami.
W związku z zapowiedzią Googlebooków pojawia się oczywiście pytanie o przyszłość Chromebooków. Google po raz kolejny potwierdził, że będzie kontynuował wsparcie dla Chromebooków przez cały ich dziesięcioletni cykl życia. Firma wyraźnie jednak uniknęła odpowiedzi na pytanie, czy w przyszłości wypuści nowe Chromebooki, czy ograniczy się jedynie do wsparcia dla istniejących urządzeń.
Pozostaje też zasadniczy problem, o którym niewiele osób mówi - Android po dziś dzień ma niewiele aplikacji przystosowanych do dużych ekranów, kto więc będzie chciał kupować laptopy premium działające pod jego kontrolą, skoro nie będzie jak wykorzystać ich możliwości przez brak aplikacji do nich przystosowanych? Nawet Google nie znalazło aplikacji firm trzecich, którymi można by się pochwalić przy okazji tej zapowiedzi.
Chromebooki miały tę wymówkę, że były w większości tanie, więc w zamian można było zaakceptować pewne ograniczenia. Ale kiedy będziemy mieli urządzenie kosztujące tyle, co pełnoprawny laptop z Windowsem, gdzie pogramy w gry AAA, odpalimy pełnoprawne aplikacje biurowe i zmontujemy film w pełnoprawnej aplikacji do montażu, to dlaczego ktoś miałby wybierać Googlebooka?
Podobny problem ma zresztą Microsoft z laptopami mającymi układy ARM oznaczonymi logo “Copilot+PC” - słabo się sprzedają, bo AI mas konsumentów do zakupu czegokolwiek póki co nie przekonuje, a kompatybilność z oprogramowaniem była gorsza niż odpowiedników z układami AMD czy Intela (szczególnie niedługo po premierze, kiedy ze świecą było szukać chociażby działającego VPNa), za to ceny były jak za laptopy premium.
Przy Googlebookach mamy zasadniczo podobny problem, tylko jeszcze kilkukrotnie większy - Copilot+PC na ARMach obsługiwały chociaż większość oprogramowania dla Windowsa, które nie wymagało sterowników do swojego działania. Dla Androida natomiast praktycznie nie ma aplikacji przystosowanych do dużych ekranów, nie wspominając w ogóle o oprogramowaniu odpowiadającemu możliwościami temu z Windowsa czy macOS. Zaznaczanie elementów ekranu myszką, by dostać kontekstowe akcje tej dziury nijak nie załata.
Googlebooki mają trafić do sprzedaży jeszcze tej jesieni.
Źródło: Android Authority