Urządzenie zdaje się być powrotem do korzeni opasek fitness - nie ma ekranu, zupełnie jak pierwsze urządzenia tego typu sprzed lat (chociażby opaski UP od Jawbone), które w najlepszym razie miały jedynie diody informujące o statusie.
Zamiast rywalizować z pełnoprawnymi smartwatchami, Google buduje uzupełnienie dla ekosystemu Fitbit i Pixel Watch, które można nosić przez całą dobę, również podczas wymagających treningów czy snu. Z doniesień wynika, że akcesorium jest bardzo cienkie, delikatnie okala nadgarstek i z zewnątrz wygląda niemal jak sportowa opaska do zegarka, tylko pozbawiona samego zegarka.

To, że produkt istnieje, nie wynika wcale z klasycznego przecieku z fabryki czy renderów marketingowych, ale z codziennych nagrań i publicznych wystąpień Stephena Curry’ego. Koszykarz pełni rolę „Performance Advisor” dla Google w obszarze Fitbit i już wcześniej sugerował współpracę nad nowym sprzętem. Według zebranych materiałów nosi tę opaskę co najmniej od stycznia, a charakterystyczna szaro‑pomarańczowa wersja pojawia się w jego filmach w mediach społecznościowych, w trakcie konferencji prasowych i innych nagrań. Na zbliżeniach wyraźnie widać smukłą konstrukcję i fakt, że to nie klasyczny zegarek, lecz właśnie wąski pasek z modułem śledzącym aktywność.
Równie interesujące jak sama opaska są pierwsze ślady zmian po stronie oprogramowania Fitbit. W jednym z zakulisowych vlogów nagranych przed Weekendem Gwiazd NBA uchwycono ekran smartfona z uruchomioną aplikacją Fitbit na Pixelu, gdzie pojawia się widok „Live data”. Ta karta pokazuje w czasie rzeczywistym obciążenie sercowo‑naczyniowe (Cardio Load), tętno, energię spaloną w kaloriach oraz „Elapsed time” w trakcie trwającego treningu. Interfejs graficznie pasuje do obecnego stylu aplikacji Fitbit, jednak dokładnie taki ekran nie występuje dziś w publicznej wersji programu, co sugeruje testowanie nowej integracji stworzonej właśnie z myślą o ekranowej opasce treningowej.
Cała strategia wokół tej opaski jest nietypowa, bo Google pozwoliło, by produkt przez wiele tygodni funkcjonował „w biały dzień” jako element wizerunku sportowca, a jednocześnie nie podało żadnych szczegółów na temat premiery. Z jednej strony buduje to aurę zaciekawienia i wiarygodności – skoro elitarny zawodnik nosi sprzęt na co dzień, musi on być wystarczająco wygodny i użyteczny. Z drugiej strony brak konkretów sprawia, że wciąż nie wiadomo, kiedy trafi do sprzedaży, ile będzie kosztował i jak dokładnie zostanie pozycjonowany wobec innych produktów Fitbit.
Źródło: 9To5Google